Świecie mój…

Czytam, słucham, oglądam i nie wierzę. Nie wierzę w jakim świecie żyję. Bo cóż to za świat, gdzie człowiek nienawidzi człowieka. Cóż to za świat, w którym dominuje mowa nienawiści. Co się dzieje, że zabijamy. Zabijamy nożem. A jak często zdarza się, że zabijamy słowem, lekceważeniem, czy obojętnością. Skąd w nas tyle złości i agresji? Czy naprawdę musimy hejtować, szkalować, wywoływać ludzkie łzy. Czy tak trudno być po prostu człowiekiem? Dobrym człowiekiem?

Wydawało mi się, że krzywdzą z reguły ci, którzy są nieszczęśliwi. Ale czy to oznacza, że większa część populacji właśnie taka jest? Że nie dostrzegamy własnego szczęścia, a tym samym nie potrafimy cieszyć się cudzym? Dlatego zamiast podawać sobie ręce, podstawiamy nogi?

Obserwuję to wszystko i odnoszę wrażenie, że jestem z innej planety. Chociaż życie mnie nie oszczędzało, to nie odpłacałam przysłowiowym pięknym za nadobne. Choć nie jest to łatwe i często mi nie wychodzi, to staram się być dobrym człowiekiem. Lubię ludzi. Kocham życie. I nie wyobrażam sobie, że może być inaczej. I wiem, że wszystko co dajemy z siebie wraca później ze zdwojoną siłą. Wraca w momencie, w którym najbardziej tego potrzebujemy. Bo dobroć, okazane serce, uśmiech i otwarte dłonie, to bumerangi. Zaś od tego co zasiejemy, będą zależeć nasze przyszłe plony.

 

Reklamy